Jak twierdzą psychologowie społeczni nasze postępowanie bardziej zależy od tego, jak swój świat rozumiemy, niż od tego, jaki ów świat w istocie jest. Zapewne najważniejszym dla orientacji w świecie rodzajem poznawczych ,,drogowskazów” są stereotypy czyli schematy reprezentujące grupę lub rodzaj osób wyodrębnionych z uwagi na jakąś łatwo zauważalną cechę określającą ich społeczną tożsamość, np. płeć, rasę, narodowość, religię, pochodzenie, zawód. Schematy takie są zwykle nadmiernie uproszczony (wszyscy członkowie grupy są tacy sami), niepodatne na zmiany w wyniku nowych informacji oraz społecznie podzielane.

            Większość stereotypów jest przejmowana przez jednostkę z jej otoczenia społecznego bardzo wcześnie w procesie socjalizacji i wychowania. Na przykład już siedmiolatki badane na Opolszczyźnie przez Barbarę Weigl (1999) uważają Cyganów i Żydów za mniej dobrych, prawdomównych, czystych i pracowitych niż Niemców, zaś Niemcy pod wszystkimi tymi względami są gorsi od... Polaków.

            Dlaczego posługujemy się stereotypami? Świat jest zbyt wielowymiarowy, żeby różnicować postawy wobec wszystkich obiektów. Dlatego oszczędzamy energię i czas używając gotowych schematów poznawczych. W społeczeństwie stanowią one element kulturowy, traktowane są jako wiedza zbiorowa powszechnie podzielana w obrębie danej grupy.

            Problem stereotypizacji dotyczy między innymi osób przewlekle chorych, którzy przez swą chorobę odróżniają się od większości społeczeństwa. Często mówi się w tym kontekście o zjawisku stygmatyzacji czy też piętnowaniu. Z negatywnym odbiorem społecznym spotykają się m.in. chorzy psychicznie, do których przylega etykieta ,,wariatów”, osób niebezpiecznych i nieprzewidywalnych, których należy unikać, ale także chorzy na AIDS, choroby weneryczne czy nowotworowe. Erving Goffman – jeden z pierwszych i dotąd najczęściej cytowanych autorów w kontekście rozważań o stygmacie, w 1963 roku zdefiniował go jako ,,atrybut dotkliwie dyskredytujący”. Siła stereotypu czy stygmatu polega bowiem na tym, że staje się on dla jego użytkownika wyznacznikiem zachowania. Chory na AIDS to lekkomyślny, prowadzący ryzykowne życie człowiek, najpewniej narkoman, do którego lepiej się nie zbliżać, bo można się zarazić. Przypomnijmy sobie choćby reakcje mieszkańców miast, w których maiły powstać ośrodki dla takich chorych. W tym sensie stereotyp determinuje nasze zachowanie.

            Chwila, kiedy osoba dowiaduje się o diagnozie onkologicznej jest dla niej i dla jej bliskich momentem, w którym uruchamia się w umysłach ciąg skojarzeń związanych kulturowo z rakiem.  Stereotypowy obraz choroby nowotworowej zakorzeniony w naszej zbiorowej świadomości jest mroczny i tragiczny, osnuty w mity i metafory znajdujące swoje odbicie w języku potocznym.

            Grupa chorób nowotworowych zaczęła być określana nazwą gatunku skorupiaka w wyniku zauważonego przez dawnych lekarzy podobieństwa. Między innymi Hipokrates zauważył, że naczynia krwionośne oplatające guzy piersi kobiet są napięte i wypełnione niczym odnóża kraba (gr. καρκίνος), a choroba przytwierdza się do części ciała, którą przejmuje w swoje posiadanie tak dobitnie, jak to czyni krab ze swą ofiarą. Rysunek takiego rodzaju kraba zamieszczony przez francuskiego chirurga Ambroise Paré'a w jego dziele o chorobach, stał się symbolem onkologii.

            Dlaczego chorujemy na raka? Jednym z najstarszych przekonań związanych z rakiem jest ujmowanie go w kategoriach winy i kary, co jak pisze Goffman ma swe źródło w ,,Biblii”. ,,Księga Powtórzonego Prawa” jako pierwszy tekst judeochrześcijańskiego kręgu kulturowego łączy fizyczną skazę z przekleństwem – choroba jest karą za nieprzestrzeganie boskich praw. Chorzy i dziś często pytają ,,Dlaczego mnie to spotkało, za jakie grzechy?”  W XX-wiecznej koncepcji raka nastąpiło odejście od choroby pojmowanej jako bezpośrednia kara na rzecz koncepcji choroby jako ekspresji wewnętrznego „ja” chorego. Susan Sontag w swojej książce ,,Choroba jako metafora” pokazuje, że szczególnie rak piersi od dawna naznaczony był metaforyką związaną z osobowością chorej. I tak wg Galena – kobiety melancholijne częściej zapadają na raka piersi niż kobiety o usposobieniu sangiwicznym. Z kolei w XIX wieku do najczęstszych przyczyn raka piersi lekarze brytyjscy zaliczali utrapienie i niepokój. W wyobrażeniach społecznych rak przez długi czas pozostawał chorobą dotykającą ludzi zamkniętych, wycofanych, tłumiących emocje, ludzi niezaspokojonych,  chorobą „z niedostatku namiętności”. Rak we współczesnej mitologii to swego rodzaju kara za tłumienie uczuć, różnych uczuć, a szczególnie seksualnych i tych związanych ze złością, czy szerzej mówiąc - agresją. Stąd z chorobą nowotworową ściśle związane jest odczuwanie wstydu.

            Obraz choroby nowotworowej tworzy szereg złożonych, nierzadko sprzecznych semantycznie metafor. Główne z nich nawiązują do pojęć przestrzennych (rak się rozszerza, rozprzestrzenia, niepohamowany rozrost), czy też militarnych (z rakiem się walczy, stacza wygraną bitwę, rak atakuje) – sprzyjają temu niektóre teorie wizualizacyjne, m.in. Simontona, który w książce ,,Powrót do zdrowia” zaleca pacjentom, by wyobrażali sobie, że komórki nowotworowe są atakowane przez armię leukocytów - ,,naturalnych zabójców”. Z kolei kontynuacją metaforyki wojennej jest nazywanie osób, które wyzdrowiały ,,survivors” - ocaleńcami, ozdrowieńcami. Nie brakuje eufemizmów (np. spotykane na nekrologach: długa, ciężka choroba) wynikających z nałożonego na tę chorobę tabu.

            Przez wieki uważano chorobę nowotworową za zakaźną. Źródła tego mitu należy szukać w przekonaniach dawnej medycyny, która naukę o nowotworach łączyła z nauczaniem o chorobach zakaźnych. Do swoistego doświadczenia przyznał się prof. Wiesław Godzic, medioznawca, opowiadając publicznie o swojej wizycie w Stanach Zjednoczonych. Gdy jedna z wykładowczyń powiedziała wprost, że ma raka, nieświadomie odsunął się od  niej, jakby w obawie, że zarazi się rakiem drogą kropelkową.

            Rak w zbiorowej świadomości nadal traktowany jest jako wyrok śmierci: ,,rak to wyrok”. Według Sontag umieranie na raka, w przeciwieństwie do umierania na gruźlicę na przykład, które było uduchowione, jest odarte z godności, pełne cierpienia i męki. Być może w pewien sposób to nieświadome często przekonanie wpływa na wciąż obecną niechęć lekarzy do śmielszego stosowania opioidów w leczeniu przeciwbólowym - ,,jeśli to rak, to ma boleć”.

             Jak pisze Sontag ,,Choroba nie jest metaforą i najbliżsi prawdy, to znaczy zdrowia, w chorobie jesteśmy wówczas, gdy nasze myślenie oczyścimy z metafory, gdy sprzeciwimy się metaforze choroby”.  Mając większy wgląd w rozumienie mechanizmów, jakimi rządzą się stereotypy, możemy spróbować zmniejszyć ich działanie na nasze postrzeganie rzeczywistości. Z pewnością nie da sprawić, aby przestały dochodzić do głosu w naszym życiu, ale na pewno możemy im nie ulegać z taką łatwością, jak wtedy, kiedy nie jesteśmy świadomi ich istnienia.

 

Bibliografia:

  1. Goffman E. (2005), Piętno. Rozważania o zranionej tożsamości. Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne. Gdańsk
  2. Link B.G., Phelan J.C. (2001), Conceptualizing stigma. Annu. Rev. Sociol. Nr 27, 1, s.363-385
  3. Mazurkiewicz A. Lepiej raka nie ruszać, bo dostanie powietrza – czyli mity, metaforyka i symbolika wokół raka. http://czasopisma.viamedica.pl/owpk/article/view/9167/7794
  4. Scambler G., Heijnders M., van Brankel W.H. I wsp. (2006), Understanding and tackling health- related stigma. Psychol. Health Med. Nr 11, 3, s.
  5. Sontag S. (1999), Choroba jako metafora. AIDS i jego metafory. PIW. Warszawa.
  6. Wojciszke B.(2004), Człowiek wśród ludzi. Zarys psychologii społecznej. Wydawnictwo Naukowe SCHOLAR. Warszawa
  7. Zierkiewicz E. (2010), Rozmowy o raku piersi. Atut Oficyna Wydawnicza. Wrocław.
początek artykułu