Diagnoza „ma pan/pani raka” sprawia, że nagle zatrzymuje się czas. Wybija z rytmu, przeraża, powoduje, że człowiek staje pod ścianą, nagi i bezbronny. „Mnie się świat do góry nogami wywrócił, jak się o tej chorobie dowiedziałam” - mówi Jadwiga i płacze, gdy spotykamy się na psychoonkologicznej konsultacji. Jest w szoku.

W jaki sposób to bolesne doświadczenie może przyczynić się do rozwoju?

Rak kojarzy nam się z uciążliwym leczeniem, wypadaniem włosów, cierpieniem i śmiercią. Dlatego, kiedy słyszymy diagnozę, przeżywamy szok. W jednej chwili nasze życie wywraca się do góry nogami, umysł przywołuje bolesne skojarzenia, a przed oczami przesuwają się sceny czarnych scenariuszy. Zalewa nas lęk, przerażenie, poczucie bezradności i bezsilności. Emocje sięgają zenitu. Ciało jest sparaliżowane napięciem, nie możemy spać, nie sposób się odprężyć.

Badania prowadzone w psychoonkologii pokazują, że poziom stresu u osoby, która usłyszała diagnozę onkologiczną można porównać z reakcją doświadczaną przez osoby będące ofiarami katastrof, napadów, gwałtów, określaną, jako Zespół Stresu Pourazowego (PTSD Posttraumatic Stress Disorder). Podobnie, jak w tych sytuacjach, mamy do czynienia z traumą związaną ze stycznością, chociażby mentalną z doświadczeniem zagrożenia życia.

Silny stres towarzyszy także leczeniu onkologicznemu, zwłaszcza operacjom chirurgicznym i chemioterapii. Również po zakończeniu leczenia pacjenci doświadczają stresu związanego z możliwym nawrotem choroby. Na związek pomiędzy chorobą nowotworową a objawami stresu pourazowego wskazują m.in. badania Butler i in. 1999, czy polskie badania Widery, Juczyńskiego i Popieli (2003) przeprowadzone w grupie kobiet z rakiem piersi. [1]

Przeżycie traumy może prowadzić do różnorodnych skutków, zarówno negatywnych, jak pozytywnych. Badacze opisują trzy rodzaje reakcji na doświadczenie traumatyczne: przetrwanie polegające na funkcjonowaniu na niższym poziomie niż przed traumą, powrót do stanu równowagi czyli do poziomu funkcjonowania sprzed traumy oraz rozwój lub wzrost, który wiąże się z przejściem na wyższy poziom funkcjonowania niż w okresie poprzedzającym traumę. [2]

Ten ostatni rodzaj reakcji jest opisywany terminem rozwoju lub wzrostu potraumatycznego. Termin ten wprowadzili Tedeschi i Calhoun (1996)[[]3] dla określenia pozytywnych zmian zachodzących w następstwie prób, jakie podejmuje człowiek, by poradzić sobie z traumatycznym doświadczeniem. Jakkolwiek paradoksalnie by to nie brzmiało, traumatyczne doświadczenie choroby i leczenia może dać początek głębokiej wewnętrznej przemianie, wyzwalając ukryte dotąd zasoby.

Kiedy konfrontujemy się, choćby mentalnie z perspektywą skończoności naszego życia, do świadomości przebijają się głębokie wartości. Widząc, co możemy utracić, dostrzegamy bardzo jasno i klarownie co jest dla nas naprawdę ważne. Zaczynamy bardziej doceniać samo życie. Jesteśmy gotowi stanąć w jego obronie i podjąć walkę z chorobą, postrzeganą jako zagrożenie dla tej fundamentalnej wartości. Budzi się w nas ogromna wewnętrzna siła, której istnienia wcześniej nawet nie przeczuwaliśmy. To ta siła mobilizuje, popycha do działania, pomaga się zaangażować w proces leczenia i zdrowienia, obdarza determinacją i pozwala wytrwać w codziennych zmaganiach. Na niej zasadza się jedna z dwóch konstruktywnych strategii przystosowania do choroby opisywana w psychoonkologii jako strategia „ducha walki”. [4]

Jeśli nie skupimy się tylko na tej walce, mamy szansę uporządkować na nowo swoją hierarchię wartości. Dając pierwszeństwo tym, które - wcześniej nieświadome – teraz mogą wyjść z ukrycia lub którym nie poświęcaliśmy wystarczająco dużo uwagi by naprawdę nimi żyć. Dzięki temu doświadczeniu możemy lepiej poznać siebie, zrozumieć i zaakceptować to, kim jesteśmy. Nasza świadomość się poszerza i odbieramy jedną z ważniejszych życiowych lekcji, ucząc się miłości i szacunku do siebie samych. Początkowo to choroba umożliwia nam wycofanie się z tego, czego nie chcemy i pójście za tym, czego głęboko pragniemy - bez poczucia winy. Z czasem możemy stawać się coraz bardziej autentyczni, ucząc się żyć w zgodzie ze sobą. Jeśli będziemy uważni i otwarci, dostrzeżemy zachodzące zmiany i będziemy zdolni spojrzeć na chorobę z nowej perspektywy: jako na doświadczenie, które pozwoliło nam się zatrzymać, obdarzyć refleksją swoje życie, przewartościować je i dokonać istotnych zmian. Wówczas nadamy temu doświadczeniu głęboki sens. To otworzy przed nami możliwość by z niego świadomie czerpać: poddać mu się przyzwalając, by nas transformowało. Potraktować jako inspirację prowadzącą do spełnienia. Tę strategię adaptacyjną psychoonkologia określa mianem „pozytywnego przewartościowania”. Może to być nawet głębszy proces, obejmujący zmianę dotychczasowego światopoglądu oraz nasze zaangażowanie w nadawanie sensu bardziej fundamentalnym i istotnym sprawom, które pojawiły się wraz z nową sytuacją życiową.[5]

Badacze rozwoju potraumatycznego opisują trzy obszary zmian, w których on się przejawia: zmiany w percepcji siebie, w relacjach z innymi i w filozofii życiowej. [3] Pozytywne zmiany w percepcji siebie obejmują poczucie bycia lepszą osobą, wyższe poczucie własnej wartości, skuteczności i wewnętrznej siły oraz większe zaufanie do siebie i swoich możliwości, także w odniesieniu do przyszłych wydarzeń. Osoby, które tego doświadczają dostrzegają, że zwiększają się ich możliwości przetrwania i radzenia sobie w skrajnie trudnych okolicznościach. Odnajdują nowe życiowe możliwości i stawiają sobie nowe cele, adekwatne do tych wewnętrznych i zewnętrznych potencjałów. Zdarza się, że na tej drodze odkrywamy ukryte lub zapomniane talenty i pasje, a nawet swoją życiową misję. Doświadczywszy już wewnętrznej siły w walce z chorobą, łatwiej nam uwierzyć, że możemy je zrealizować. Możemy być też bardziej zmotywowani, by podjąć działania już teraz, zamiast odkładać je na bliżej nieokreśloną przyszłość, skoro nie wiemy, jaka ona będzie.

W obszarze zmian dotyczących relacji z innymi wymienia się zwiększenie wrażliwości, empatii i współczucia dla innych, a także zdolność do otwierania się przed ludźmi. Potrzebując wsparcia, zaczynamy bardziej doceniać takie wartości jak bliskość, przyjaźń i miłość. Relacje z innymi nabierają dla nas większej wartości i wzbogacają się, zyskując nową jakość: stają się bliższe, bardziej szczere i otwarte, pogłębiają się. Kiedy coraz bardziej poznajemy i zaczynamy lepiej rozumieć siebie, stając się bardziej wyrozumiali i akceptujący dla siebie samych, możemy z większą łatwością odnosić się w ten sposób do innych. Wówczas staje się to naturalne i bardziej autentyczne, bo nie płynie z przyjętych zasad czy narzuconych powinności, lecz jest wyrazem naszego wnętrza i manifestacją prawdziwych wartości.

Zmiany w dziedzinie filozofii życiowej dążą to tego, by stała się ona bardziej dojrzała i znacząca, przynosiła więcej satysfakcji i spełnienia. Możemy poddać refleksji swoje fundamentalne przekonania egzystencjalne, religijne czy duchowe i zmienić je. Krystyna de Walden – Gałuszko pisze o znaczeniu rozwijania w sobie „cnót” dla poczucia jakości życia w chorobie nowotworowej.[6] Wśród wielu cnót zwraca ona uwagę na dążenie do poszanowania w sobie i rozwijania obszaru duchowości rozumianego jako związek jednostkowego „ja” z czymś większym i wykraczającym poza to jednostkowe doświadczenie: Istotą Wyższą, Absolutem, Wszechświatem, Naturą, Bogiem. Dążenie to wyraża się też w rozwijaniu i manifestowaniu uniwersalnych wartości: prawdy, dobra i piękna. Ten duchowy wymiar wzbogaca nasze życie, podnosi jego jakość, pozwala doświadczyć pełni.

Zmiana w obszarze filozofii życiowej sprawia, że zaczynamy bardziej doceniać życie i przeżywać je bardziej świadomie. Jesteśmy gotowi spojrzeć na nie z dystansem, wydobyć i uwzględnić ważne wartości, ustalić priorytety i wprowadzić zmianę na lepsze. Przenosimy uwagę z obszarów wcześniej uznawanych za ważne, jak kariera zawodowa, na relacje z bliskimi ludźmi i drobne przyjemności, dzięki czemu zaczynamy czerpać więcej radości z codziennych chwil. Zgodnie z koncepcją Victora Frankla, aktywność w realizowaniu życiowych celów i wartości wiąże się z poczuciem sensu życia, a ono z kolei prowadzi do szczęścia. [7]

Rozwój potraumatyczny jest procesem wymagającym czasu. Aby poddać się transformacji i pozwolić na zmianę, potrzebujemy otworzyć się i zaufać temu procesowi. Możemy sobie pomóc sięgając po wsparcie psychoonkologa czy coacha specjalizującego się w dziedzinie zdrowia i jakości życia. W tym procesie możemy napotykać na trudności i przeszkody wynikające ze starych, nawykowych wzorców. Będziemy potrzebowali łagodności i cierpliwości dla siebie samych, wytrwałości i odwagi, by je przekroczyć. Jeśli jednak świadomie wybierzemy tę drogę, przemiana wydobędzie z nas najgłębsze ludzkie jakości, pozwalając nam wzrastać.

Potraumatyczny stres związany z chorobą nowotworową może być źródłem głębokiej transformacji prowadzącej do rozwoju, nadającej życiu sens i zwiększającej jego jakość.

Bibliografia

  1. Nina Ogińska – Bulik „Potraumatyczny rozwój w chorobie nowotworowej – rola prężności”. Polskie Forum Psychologiczne, 2010, tom 15, nr 2.
  2. O'Leary V.E., Alday C.S., Ickovits J. R. Models of life change and posttraumatic growth. W: Tedeschi R.G. , Park C.L., Calhoun L.G. (red.) Posttraumatic growth: Positive changes in the aftermath of crisis. Lawrence Erlbaum Associates Publishers. Mahwah, NJ 1996
  3. Tedeschi, R.G., Calhoun, L.G. The Post-Traumatic Growth Inventory: Measuring the positive legacy of trauma. J. Trauma Stres 1996
  4. Juczyński Z. (2000) Radzenie sobie ze stresem spowodowanym chorobą nowotworową. W: K. de Walden – Gałuszko (red.) „Psychoonkologia”. Kraków: Wyd. Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego
  5. Ogińska – Bulik N., Juczyński Z. „Rozwój potraumatyczny – charakterystyka i pomiar”. W: Psychiatria, 2010, tom 7, nr 4
  6. Tedeschi, R.G., Calhoun, L.G. The Post-Traumatic Growth Inventory: Measuring the positive legacy of trauma. J. Trauma Stres 1996
  7. de Walden – Gałuszko K. Nowe aspekty pojęcia jakości życia w psychoonkologii w świetle założeń psychologii pozytywnej. Psychoonkologia 2011, 2
  8. Frankl V. Paradoksy szczęścia. Życie i myśl, 1977