Bezbłędnie rozpoznamy, że ktoś odczuwa ból. Jego mimiczna ekspresja należy do uniwersalnych sygnałów, czytelnych dla wszystkich przedstawicieli ludzkiego gatunku, niezależnie od kultury i miejsca zamieszkania. Ból jest uważany za jedno z najbardziej przykrych doświadczeń zmysłowych i emocjonalnych. Łagodzenie bólu było jednym z głównych zadań starożytnej greckiej medycyny, ale także tradycyjnych szkół medycznych Chin, Indii czy krajów islamskich. Czarownicy, szamani – przodkowie lekarzy – znali i stosowali wyciągi z roślin, z których po tysiącleciach rozwinęły się dwie najważniejsze grupy leków przeciwbólowych: salicylany i opioidy.

Mechanizm odczuwania bólu jest bardzo złożony. Sam bodziec bólowy – na przykład po zranieniu się ostrzem noża w palec – jest tylko sygnałem uruchamiającym zespół reakcji, w większości kontrolowanych przez procesy zachodzące w mózgu. To, jak odczujemy ból zależy m.in. od naszych wcześniejszych z nim doświadczeń, wiedzy o przyczynach i konsekwencjach bólu, stopnia aktualnego pobudzenia emocjonalnego (jeśli zraniliśmy się tym nożem walcząc ze złodziejem, możemy nic nie czuć), a także kultury w jakiej zostaliśmy wychowani. Ta złożoność sprawia, że bodźce, które u jednej osoby wywołują ból niemożliwy do zniesienia, mogą być zupełnie dobrze tolerowane przez inną. Możemy powiedzieć, że ból jest bardzo subiektywnym doświadczeniem, modyfikowanym przez wiele czynników tak indywidualnych jak i społecznych.

Antropolodzy zwracają uwagę na rolę czynników związanych z procesami społecznego uczenia się w genezie różnorodnych postaw wobec bólu. Wychowując się w rodzinie, grupie rówieśniczej i społeczeństwie dostarczane są nam wzorce interpretacji i oceny rożnych doznań somatycznych. Sposób doświadczania, ekspresji i kontroli bólu jest jednym z takich uwarunkowanych kulturowo zachowań. Mark Zborowski – pionier badań nad kulturowymi uwarunkowaniami odczuwania bólu - wprowadził dwa pojęcia za pomocą których można opisywać stosunek danej kultury do cierpienia w konkretnych sytuacjach. Są to: oczekiwanie bólu – dane doświadczenie jest bolesne i należy się spodziewać cierpienia - i akceptacja bólu – w danej sytuacji odczuwa się ból i to dobrze, tak być powinno. Weźmy przykładowo ból porodowy. To doświadczenie łączy się z oczekiwaniem bólu, jednak w społeczeństwach rozwiniętych (np. współczesne Stany Zjednoczone, w znacznym stopniu teraz już i Polska) nie ma dla niego akceptacji i rozwinęły się najrozmaitsze sposoby łagodzenia bólu porodowego, aż do pełnej analgezji. W kulturach tradycyjnych, ale także wcale nierzadko we współczesnych społeczeństwach wiejskich akceptacja bólu porodowego jest dużo większa i robi się niewiele lub zgoła nic, by go zmniejszyć. Zborowski zwrócił uwagę jak różnie ból przeżywają weterani wojenni w jednym ze szpitali w Stanach Zjednoczonych. Żydzi i Włosi przejawiali tendencję do wyolbrzymiania przeżywanego bólu, ich reakcje były bardzo emocjonalne, narzekali, płakali, wywali pomocy. Choć te reakcje przybierały podobną formę, kryła się za nimi zupełnie inna postawa wobec bólu. Po przeprowadzeniu szczegółowych wywiadów Zborowski zauważył, że dla Żydów doświadczenie bólu było kojarzone z obawą o swój stan zdrowia, skoro boli, to znaczy, że mi się pogarsza, że dzieje się coś złego, potrzebuję szybkiej pomocy, w końcu mam rodzinę na utrzymaniu. Włosi z kolei wydawali się skupieni na dyskomforcie jaki niesie ze sobą przeżywanie bólu, było to tak nieprzyjemne doznanie, że trzeba było zrobić wszystko, by zwrócić na siebie uwagę i uzyskać pomoc. Włosi bardzo chętnie zażywali środki przeciwbólowe i po ustąpieniu dolegliwości wracali do optymalnego funkcjonowania. Żydzi z kolei byli bardziej nieufni wobec leków i częściej dopytywali się o skutki uboczne ich działania oraz wpływ na zdrowie. Po ustaniu dolegliwości natomiast nie następowała znacząca poprawa nastroju, gdyż uważali, że i tak choroba nie jest przecież do końca wyleczona, udało się jedynie zlikwidować objaw. W obu kulturach przyzwolenie na swobodną ekspresję swoich przeżyć i doznań było bardzo duże, dlatego manifestacje bólu w obu grupach były równie śmiałe. Podobna szczerość przeżyć związanych ze stanem zdrowia nie wiązała się w tych kulturach ze wstydem. Amerykański personel medyczny odbierał takie zachowania jako przesadne i niewłaściwe. Anglosaski wzorzec zachowania nie dopuszcza ,,użalania się nad sobą”, ból przeżywa się w sposób, który nie obarcza innych. Takie różnice kulturowe prowadziły do nadawania pacjentom żydowskim i włoskim etykiet hipochondrii i neurotyzmu oraz tworzenia się uprzedzeń. Niedawno prowadzone badania, również w Stanach Zjednoczonych pokazały, że różnice etniczne nie mają wpływu na poziom zgłaszanego przez pacjentów bólu pooperacyjnego, ale mają wpływ na to, co i jak przepisuje lekarz tym pacjentom. Wszystko wskazuje na to, że uprzedzenia mają się dobrze.

Choroba nowotworowa to sytuacja życiowa, z którą łączy się oczekiwanie bólu, nierzadko bardzo dotkliwego. Ten związek jest tak ścisły, że pacjent, ale nierzadko także i lekarz, często nieświadomie zakładają, że tak być musi, że rak i ból to synonimy. Akceptacja dla bólu w takiej sytuacji jest duża. Wyobraźmy sobie chorego na raka pęcherza, z przerzutami do kości, który mówi – Nie, nie boli mnie. Radzę sobie całkiem nieźle. - Dziwne, prawda? Cieszymy się z jego dobrostanu, ale jednak coś tu nie gra. Wyobrażenie społeczne o chorym z zaawansowaną chorobą nowotworową jest inne i nasze oczekiwania zmierzają ku obrazowi jęczącego z bólu, unieruchomionego w łóżku chorego. To by się zgadzało. Tego oczekuje tak chory, jak i lekarz. Oczywiście specyfika choroby nowotworowej jest taka, że prawdopodobieństwo odczuwania bólu jest w niej wysokie. Chodzi tu jedynie o uzmysłowienie sobie, że społeczny obraz tej choroby niejako nie pozostawia wyjścia – trzeba ten ból czuć, inaczej nie choruje się,,w pełni”, nie spełnia się społecznego oczekiwania. Czasem można spotkać takich chorych na raka,,,licytujących się” na to, kto cierpi bardziej, czy to w kolejce do onkologa w przychodni, czy to na oddziale szpitalnym. Oczywiście to sytuacja bardziej złożona i nie można jej wytłumaczyć jedynie pewnym typowym dla naszej społeczności nakazem specyficznego sposobu chorowania na raka, jednak coś jest na rzeczy. Lekarze z kolei nierzadko nie mając zadowalających rezultatów w leczeniu przeciwbólowym chorych z nowotworami mówią sobie – no tak, rak musi boleć. Tymczasem medycyna jest dziś w stanie opanować, a często zupełnie zniwelować ból i może on być leczony z taką samą intensywnością jak choroba zasadnicza, już od pierwszych epizodów jego doświadczania. Leczenie przeciwbólowe ma etykietę ,,ostatniej deski ratunku”i uznawane jest za właściwe w sytuacji gdy ,,nic już więcej nie da się zrobić” - stąd rozpoczyna się je zwykle na dobre dopiero w zaawansowanym okresie choroby. Morfina i inne silne leki przeciwbólowe z grupy opioidów wywołują wciąż irracjonalny wręcz lęk u pacjentów i ich bliskich. To niemal temat tabu, ścisza się głos wymawiając nazwę tej substancji, znanej i z powodzeniem stosowanej przez ludzi do zwalczania bólu od 6000 lat, żeby tylko chory nie usłyszał co zażywa. Wypływa to przekonanie chyba z jednego źródła, jakim jest ścisłe skojarzenie w polskiej mentalności choroby nowotworowej ze wyrokiem śmierci. Tylko, że to jest odbicie rzeczywistości sprzed stu lat.

Może warto czasem spojrzeć z dystansem na nasze oceny rzeczywistości, zwłaszcza te, które przychodzą nam łatwo, automatycznie? Zapytać dlaczego? Czy często zupełnie umowne przekonanie musi tworzyć rzeczywistość, decydować o naszym samopoczuciu i zdrowiu? I w końcu – może warto zweryfikować w końcu to przekonanie, że cierpienie uszlachetnia?

Bibliografia:

  1. Eccleston Ch. (2001), Role of psychology in pain mamagement. ,,British Journal of Anaesthesia”, Nr 87(1), s.144-152.
  2. Green C. et.al. (2003), The Unequal Burden of Pain: Confronting Racial and Ethnic Disparities in Pain, ,,Pain Medicine”, Nr 3, s.277-294.
  3. Zborowski M. (1958) Cultural Components In Responsee to Pain, w: Jaco S. “Patients, Phisicans and Illness”, Free Press of Glencoe, Illinois