Jak rozmawiać o śmierci?


    Tiziano Terzani, światowej sławy dziennikarz i reportażysta włoskiego pochodzenia, zaprasza do wyjątkowej rozmowy swojego syna, wysyłając list z następującą propozycją: „A gdybyśmy usiedli codziennie na godzinkę obaj razem, ty i ja, ty zadawałbyś mi wszystkie pytania jakie zawsze chciałeś mi zadać, a ja odpowiadałbym po kolei o wszystkim, co mi leży na sercu? O historii mojej rodziny po tę niesamowitą podróż, jaką jest życie. Byłby to dialog między ojcem a synem (...)” W ten nietuzinkowy sposób wyraża chęć i gotowość do zmierzenia się z tematem sensu życia, śmierci i przemijania w obliczu nieuleczalnej choroby. W tę „niesamowitą podróż” nie chce wyruszać sam, poszukuje dialogu z kimś bliskim, z kimś, z kim można podzielić się najbardziej intymnymi przemyśleniami i emocjami. Czy we współczesnym świecie jest miejsce na takie rozmowy? Rozmowy często trudne, obnażające nasze własne obawy przed skończonością? Kiedy je rozpocząć? Czy jest na to właściwy moment? A jeśli tak, to z kim? Czy o śmierci można rozmawiać z dziećmi? Rozmawiać, kiedy jesteśmy jeszcze zdrowi, czy dopiero, gdy staniemy w obliczu choroby/ perspektywy śmierci naszej lub naszych bliskich? I wreszcie, jak rozmawiać, czy trzeba posiąść szczególną wiedzę i umiejętności, czy wystarczy współczucie dla siebie samego i partnera dialogu? Zastanówmy się przez chwilę razem - porozmawiajmy o śmierci.
 Rozmowy o śmierci i umieraniu


    Dzieci spostrzegają śmierć w różny sposób, w zależności od ich etapu rozwojowego, dziecko 2-3 letnie zauważa brak ruchu martwego zwierzęcia/osoby, uważając jednak to za stan przejściowy (martwy ptak zasnął, zmarła babcia wyruszyła w podróż, itd.) i całkowicie odwracalny (ptak się obudzi, babcia wróci). W wieku 4-7 lat zaczyna rozumieć jej ostateczność i nieodwracalność oraz odczuwać lęk np. przed zniekształceniem ciała, a dziesięciolatek zauważa, że śmierć dotyczy wszystkich zwierząt i ludzi oraz, że jest zjawiskiem nieodwracalnym. Co ważne, dzieci już od najwcześniejszych lat stają się bacznymi obserwatorami - nie tylko chwil, które są źródłem radości, ale także reakcji ludzi w odpowiedzi na wydarzenia trudne, napawające smutkiem. Kierowani chęcią ochrony dzieci przed troskami, a częściej własnym lękiem przed śmiercią, unikamy tematu, zbywamy ich pytania, przyjmujemy maski. Podczas, gdy Elisabeth Kübler Ross - psychiatra, która przypominała ludziom na całym świecie, że są śmiertelni, przekonuje, że gdybyśmy nie czynili z śmierci „koszmaru”, dzielili się z naszymi potomkami obawami, uczuciami i nie byli zażenowani własnymi łzami, gdybyśmy pozwolili im „uczestniczyć w życiowych sztormach, zamiast chować je przed nimi pod kloszem, byłoby dzieciom łatwiej”. Od najwcześniejszych lat, kiedy pokazujemy dziecku świat, odsłaniajmy wszystkie jego odcienie - zwróćmy uwagę na śmiertelność kwiatów, przemijalność pór roku, zwierząt i ludzi. Pozwólmy na smutek z powodu śmierci psa, pozwólmy wyartykułować ból, pustkę po stracie. Nie pocieszajmy słowami, które nie koją „wszystko będzie dobrze”, tylko pomóżmy zorganizować pogrzeb, posadzić wspólnie kwiaty, wspomnieć pupila i dać, być może jedną z najważniejszych w życiu lekcji, jak żegnać swojego przyjaciela, jak wspominać dobre chwile z nim spędzone, jak pielęgnować pamięć o nim. I co najważniejsze, jak wyrazić emocje i powrócić do równowagi - doświadczyć pierwszej w swoim młodym życiu żałoby. Te doświadczenia oswoją dziecko z tematem śmierci i pozwolą mu łatwiej zmierzyć się z stratą najbliższych osób. Warto przekazywać dziecku informację o tym, co będzie się działo ze zmarłą osobą po śmierci - zgodnie z przyjętym w rodzinie systemem wiary bądź duchowości, lecz niech są to wyjaśnienia na miarę możliwości dziecka, łagodzące lęk i ból, np. zmarli udają się do dobrego miejsca, gdzie nie ma bólu i cierpienia. Izolowanie dzieci od doświadczania śmierci prawdopodobnie przyniesie skutek odwrotny do zamierzonego - spotęguje odczucie lęku, zagubienia, a także poczucia winy. Często bowiem dzieci nie potrafią uporządkować swoich spostrzeżeń, sprzecznych z zapewnieniami chroniącej je rodziny, uciekają w przypisywanie sobie odpowiedzialności za chorobę bliskiej osoby, a także w świat fantazji, co może być jeszcze gorsze od rzeczywistości. Potrzebują przewodnika (rodzica, przyjaciela rodziny, psychologa), który w atmosferze spokoju odpowie na każde ich pytanie, wysłucha, zapewni o swojej pomocy, a przede wszystkim będzie obok w tym trudnym dla dziecka czasie.  
Jak rozmawiać o śmierci z osobą dorosłą? Każda okazja do poruszenia tematu jest dobra, a szczególnie zakończenie pewnych etapów w życiu: emerytura, opuszczenie domu przez dzieci, śmierć rodzica, przyjaciela. Rozmowa z małżonkiem, rodzeństwem, kolegą w pracy - to sposoby oswajania lęku przed skończonością. Przy herbacie, podczas obiadu, czy spaceru zapytajmy „A Ty jak myślisz, co się stanie z nami po śmierci?”, „Boisz się?”, „Czego się obawiasz?” Rozmawiamy z łatwością o narodzinach, dlaczego nie uczynić rozważań o śmierci równie naturalnym tematem? Nie czekajmy z podjęciem go do momentu, gdy perspektywa doświadczenia śmierci stanie się dla nas samych bardzo bliska.


Rozmowy z dzieckiem/dorosłym w zaawansowanym stadium choroby


A co z sytuacją, gdy nie tylko „nie możemy nakazać śmierci, aby trzymała się z dala od naszych dzieci (..), lecz niejednokrotnie bezlitośnie gasi ona młode życie w wyniku wypadku bądź na skutek nieuleczalnych chorób”? Odpowiedź jest wbrew pozorom łatwa - sprowadza się do osoby/osób, które będą towarzyszyć dziecku, czy to w ciężkiej chorobie, czy w umieraniu. Ktoś, kto będzie wzbudzał zaufanie, kto będzie w stanie rozmawiać o rzeczach trudnych z zaangażowaniem i sympatią, kto podzieli się własnymi przemyśleniami i troskami. Wreszcie ktoś, kto rozumie, że mali pacjenci posługują się specyficznym językiem zabawy i rysunków by komunikować się z światem i nie ucieknie, gdy zada się mu pytanie: „Co to jest życie, co to jest śmierć i dlaczego małe dzieci muszą umierać” I nie chodzi tu o zaprezentowanie dziecku wyczerpującej odpowiedzi opartej na teologii, filozofii, wystarczy, że osoba zostanie, nie zaprzeczy wątpliwościom dziecka, jego uczuciom, gdyż to rozmawianie jest czynnikiem uzdrawiającym, zadawanie pytań umożliwiających dziecku wyrażenie lęków: Jak to jest, być takim chorym? Czy jest Ci bardzo źle? Czego potrzebujesz?  Zamiast snuć domysły, po prostu zapytajmy.


    Okazuje się, że dzieci lepiej przystosowują się do sytuacji choroby, mniej się skarżą, są bardziej pogodne i wesołe w porównaniu z dorosłymi. Może wynikać to z ich życia chwilą, trwania w teraźniejszości, braku zrozumienia dla przyszłości, braku lęku przed utratą (zdrowia, życia) typowego przecież dla dorosłych.  Stąd komunikacja z osobą chorą dorosłą - szczególnie, gdy ta choroba zagraża jej życiu - może okazać się trudniejsza.  Przede wszystkim należy pamiętać o tzw. mechanizmach obronnych, które pojawiają się w celu złagodzenia odczuwanego lęku. Człowiek chroni się przed trudną dla niego sytuacją, np. zaprzeczając („ja nie jestem poważnie chory, mam tylko kaszel) lub wypierając („nie chce nic wiedzieć o swojej chorobie, chcę o niej zapomnieć”), itp. Warto, aby rodzina i przyjaciele nie zapominali o tym podczas rozmów z chorymi, szanowali ich sposób radzenia sobie z chorobą, nie kłamali jednak i nie mówili „wszystko będzie dobrze”. Jak zauważa E. Kübler-Ross chorzy wyczuwają w gestach, szeptach rodziny ich obawy i lęk przed rozmową - zaczynają wówczas „grać” w tę samą grę. Tymczasem „z radością powitają kogoś, kto chce być z nimi szczery, jeśli przy tym pozwoli im zachować powściągliwość tak długo, jak tego będą potrzebowali” Osoba, która chce naprawdę być blisko, wspierać powinna odpowiedzieć sobie na pytanie: czy jestem gotowy na takie rozmowy? Czy, jeśli padnie słowo „rak” to, czy zostanę? Jak mój bliski się rozpłacze, to czy mu na to pozwolę i będę obok zamiast powiedzieć „proszę, nie płacz”? Jeśli odpowiedzi na te pytania są negatywne, warto znaleźć pomocnika, który będzie w stanie doradzić bądź spełnić to zadanie lepiej od nas. Można sięgnąć także do coraz bogatszej literatury na temat komunikacji z osobą chorą, autobiografii osób chorych, w których znaleźć można mnóstwo cennych wskazówek.


    Dr Ross w podsumowaniu swych „Rozmów o śmierci i umieraniu” wspomina, że zdumiewało ją, że czasem jedna rozmowa z chorym mogła uwolnić go od ciężaru, a dla rodziny, personelu podjęcie jej - poznanie potrzeb, obaw i lęków - było zbyt trudne. Przecież najczęściej żeby uzyskać informacje na ten temat wystarczyło tylko zadać pytania: „Jak to jest być tak chorym?” „Czego potrzebujesz?”, „Czy są ważne dla Ciebie sprawy, o których chciałbyś ze mną porozmawiać?” lub zapewnienie „Gdybyś tylko chciał porozmawiać - jestem”. Jeśli jednak do szczerej rozmowy (z różnych przyczyn) nie dojdzie, pozostaje trwanie w milczeniu „milczeniu, które przekracza słowa”.